Święta święta i... po świętach. Co prawda grudniownik jeszcze nie skończony, ale mam już wszystkie zdjęcia na których mi zależało z #IMC2014foto. Pamiętacie jeszcze to wyzwanie? Jeśli kompletnie nie wiecie o co chodzi, zapraszam TUTAJ- przeniesiecie się na stronę Antilight, która wraz z Kasią (Worqshop) rozpoczęła całą zabawę.
A teraz już nie przedłużając: zapraszam na moje fotograficzne podsumowanie grudnia :)
Jak Wam mijają święta? :) U mnie raczej pracowicie i zdecydowanie zbyt mokro. Na zewnątrz zamiast sypać białym puchem mam koszmarną pluchę i +8 stopni. Niewiarygodne że mamy grudzień, bo na zewnątrz pogoda przypomina raczej tę listopadową.
Pamiętacie jeszcze te ciepłe, jesienne dni? Jeśli już nie, to zaraz odświeżę Wam pamięć!
Ostatni ciepły jesienny tydzień :) Później oczywiście też zdarzała się jeszcze ładna pogoda, ale tak na prawdę ciepło już nie było. Rozpoczął się też pierwszy tydzień na uczelni, więc czekało mnie bieganie za podręcznikami i błaganie pań z dziekanatu żeby wreszcie wydały indeksy. I o ile to pierwsze w końcu się powiodło, o tyle z tym drugiem poradziłam sobie dopiero tydzień temu ;)
Musicie mi wybaczyć taką jakość zdjęć :( Mam ostatnio koszmarne światło, nawet zabierając się za fotografowanie dość wcześnie) Jak tylko troszkę się poprawi, to postaram się wrzucić lepsze zdjęcia- a tymczasem życzę Wam spokojnych dni i mnóstwo odpoczynku- w końcu to święta :)
Powoli kończę już wszystkie świąteczne prace, ale mam jeszcze kilka zdjęć, których nie pokazywałam. Tym razem kartka świąteczna z użyciem jednego z moich ulubionych wykrojników (Sizzixowy renifer), który w tegoroczne Boże Narodzenie odwiedzi chyba każdego w mojej rodzinie.
A ponieważ kartka była na prawdę mocno posypana brokatem, zgłaszam ją na wyzwanie do Pracowni rękodzieła SZOK :) Jeśli też macie ochotę wziąć udział w wyzwaniu, zapraszam do kliknięcia w banerek poniżej.
Ponieważ zostało mi na prawdę dużo cekinów (w tym roku zaszalałam i chyba trochę przedobrzyłam) zdecydowałam się zrobić bardzo błyszczące LO. Koniec końców wyszło dość prosto, ale mam nadzieję że wygląda dobrze ;)
Fotka została mi po jednym z tygodni w grudniowniku, a ponieważ pewnie leżałaby samotnie czekając na cud przerobienia, zdecydowałam się wykorzystać ją w scrapie. Powiem Wam że zrobienie nieporuszonego zdjęcia mojemu psu to niesamowity wyczyn... Od razu warczy na aparat i rzuca się po całym pokoju, dlatego tym bardziej szkoda mi było zostawić tę fotkę ;)
A pracę zgłaszam na wyzwanie do Kwiatu Dolnośląskiego- szukając inspiracji od razu rzuciły mi się w oczy te genialne kolorki i musiałam coś z nimi zrobić :) Jeśli też macie ochotę na to wyzwanie, wystarczy kliknąć banerek niżej żeby przenieść się do strony.
Wreszcie znalazłam trochę czasu żeby uzupełnić i obfocić mój grudniownik. Mam nadzieję że dacie sobie radę z taką dawką zdjęć :)
Zdecydowałam się w środku grudniownika zrobić jedną stronę tytułową- zachwyciły mnie te tekturki od Studia Tekturek i nie ukrywam że koniecznie chciałam ich użyć :)
1 grudnia
Zdrowo zabiegany dzień- jak każdy poniedziałek. Pierwszy raz bawiłam się zdjęciami z lampkowym tłem, a ponieważ jeszcze nie zajmowałam się świątecznymi dekoracjami tematem przewodnim były ukochane słoiczki z koralikami.
2 grudnia
Dzień pełen wrażeń- i to dosłownie od samego rana. Wstałam ze skręconą szyją i zerową możliwością ruchu w żadną stronę (ból jak pierun i zabawa w majstrowanie kołnierza z szalika). Skończyło się wizytą na izbie przyjęć i powrotem do domu z miną zwycięzcy. Chociaż tyle że przez resztę dnia mogłam siedzieć z laptopem na kolanach i udawać martwą.
3 grudnia
Spadł pierwszy śnieg! Szyja wciąż bolała, ale po masie proszków jakie dostałam już mogłam wrócić do żywych :) W tym roku jednym z postanowień grudniowych była pomoc innym- a ja pomagałam przy kweście mikołajkowej dla hospicjum. Po zbiórce udało mi się nawet urwać na chwilę do parku i poćwiczyć trochę więcej z aparatem.
4 grudnia
Dzień urwania głowy na uczelni, zaliczonego w piękny sposób kolokwium i przyjazdu mojego Lubego. Oczywiście byłoby zbyt pięknie gdyby wszystko było idealnie, więc na dworzec się spóźniłam. Dzięki Bogu nie było przeraźliwie zimno, więc skończyło się na przeprosinach i szybkim powrocie do domu.
5 grudnia
Spokojny, chillowy dzień ze spaniem do południa. Po ostatnim miesiącu z urwaną głową obiecaliśmy sobie, że chociaż jeden dzień zostanie przeznaczony w 100% na odpoczynek i tym razem faktycznie się udało- leniwy obiad, spacer do kina i wieczorem pizza z kolejnym filmem. Poszliśmy też w nocy na spacer, bo w końcu rozwiesili mi lampki przed domem- cudny widok, chociaż ze zdjęciami wyszło nieco gorzej.
6 grudnia
Mikołajki. Wstąpiliśmy na Jarmark na Zamku, pogłaskałam renifera i zmieniłam sobie wszelkie zmysły w radar, coby znaleźć jak najładniejsze bibeloty robione ręcznie (głównie do dekoracji domu po remoncie). Po południu czekała mnie cudownie słodka kawa i rozpakowywanie pierwszej paczuszki z kalendarza adwentowego.
7 grudnia
Dzień wyjazdu i ostatnie pożegnanie przez nowym rokiem. Na pożegnanie zrobiłam lasagne na obiad (po raz pierwszy, ale ku zaskoczeniu domowników wszystko wyszło jak trzeba). Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia- stąd samotny czosnek na blacie, którego nie zużyłam w całości. Wspólna fotka robiona na minutę przed wyjściem i listy TO DO z tego tygodnia :)
Mam nadzieję że dotrwaliście do końca :) Jak u Was z tworzeniem własnych grudniowników? U mnie chyba ciężko będzie z utrzymaniem regularnego dodawania wpisów ze względu na ograniczoną chwilowo możliwość wywoływania zdjęć :<

































