project life

Week 23

23:43

Cześć! Rzutem na taśmę, jak projektować, to projektować. U mnie listopad w pełni, z ostatnim ciepłym miesiącem zeszłego roku. Cudnie nas jesień w tym roku zaskoczyła, cieszę się że tak długo było ciepło :)


 Tak, wiem- ostatni tydzień jesieni, a ja dopiero się dorwałam do dyni. Nie ważne- kocham dynie, pod każdą postacią, szczególnie fotograficzną, więc kiedy Luby mój w końcu ofiarował mi ten pomarańczowy owoc (warzywo) życia, oczywiste było, że będzie z tego sesja. No i była :)



W tym tygodniu nie działo się zbyt dużo. Poszwędałam się po mieście z aparatem, ale między zajęciami nie miałam szansy na dłuższe wypady. Tym bardziej zachwycona byłam kwiaciarnią przy Jagiellońskiej, która rozstawia się po obu stronach chodnika. Od razu uprzedzam- to brzydka ulica. Bardzo ciekawa, ale brzydka- długa, szara, z linią tramwajową przez środek. Nic szczególnego. A tam taki psikus, z kwitnącymi wrzosami i dyniami ozdobnymi! Teraz trochę żałuję że nie zrobiłam im większej sesji :)



Na koniec tygodnia udało nam się świętować urodziny Arka :) Rozpisywać się chyba nie muszę, ale coś czuję że mnie ten "stary dziad" za parę lat zaboli :D Na razie to mnie pewnie zaboli jak powyższy pan zobaczy wpis, ale martwić się nie ma co na zapas.
PS. Kobietki, dziady się robią stare po 23 roku życia. Płeć piękna się nie starzeje, nie kompleksować mi się tu! :D
Do zobaczenia niedługo, trzymajcie się i oby Wam wena sprzyjała :)

project life

Week 22

20:50

Cześć! Znów wracam do Projektu (głównie dlatego że po prostu nie mam czasu majstrować nowych rzeczy i chciałabym Wam w międzyczasie pokazać coś z zaległości). Tym razem week 22, czyli początek listopada :)


To tak na prawdę był bardzo intensywny i przede wszystkim dość chłodny tydzień. Przeprowadziłam generalny remont w pokoju, z malowaniem ścian i wszelkich pionowych powierzchni (żegnaj denaturatowy fiolecie, witaj pudrowy różu), spędziłam mnóstwo czasu szukając grobów i razem z Arkiem skończyłam jeden ze strojów.



 Pierwszy raz byłam na grobach 1 listopada! W mojej rodzinie praktykuje się chodzenie na cmentarz z okazji ważnych świąt, na przykład Bożego Narodzenia, Wielkanocy, urodzin zmarłego (i rocznicy śmierci oczywiście), ale nigdy nie chodzimy na groby w sam środek Wszystkich Świętych. Do tej pory nie wiedziałam dlaczego... Zrozumiałam dopiero kiedy sama zobaczyłam że cmentarz w te dni staje się na chwilę wielkim, tętniącym życiem jarmarkiem, z kawą między dróżkami, grajkami, pokazem mody. Chyba nie jestem do tego przyzwyczajona i raczej będę odwiedzać zmarłych w spokojniejsze dni ;)


No i tyle z mojego wciąż jesiennego (sic!) tygodnia :) Wpadajcie wkrótce, już niedługo kolejne wpisy :)

dzień babci

Dziadkom

18:40

Wczoraj prezentowałam Wam kartę dla babci, a dzisiaj zbiorowa kartka dla moich dziadków. Dziadkowie w tym wypadku = dziadek plus babcia, stąd kwiaty ;)



 Przyznam się, że ta kartka powstała jako pierwsza, jeszcze przed tą różową. Czułam jednak że czegoś jej potrzeba, nie jest skończona i musiałam od niej odpocząć, dlatego stworzyłam w międzyczasie inną. Wtedy zorientowałam się czego brakuje tej i w końcu mogłam zamknąć ten projekt. Też tak czasem macie? :)



W tej pracy również korzystałam z papierów Piątku 13, do tego dorzuciłam alfabet, kryształki i kwiatka od Primy. Wykrojniki to Spellbinders (ramki) i Prima (kwiatek). Papiery pochodzą z kolekcji
Lato w ogrodzie i Słodko- Kwaśny, których wygląd możecie sprawdzić na samym dole posta.


Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia wkrótce!

dzień babci

Dla babci

18:30

Uwaga, chwalę się! Spełniło się moje największe scrapowe marzenie- zostałam przyjęta do DT Piątku 13! :) Uwielbiam te papiery, pracuję na nich od początku mojej scrapowej kariery i nie wyobrażam sobie że mogłabym od nich odejść! A Wy? Mieliście już do czynienia z ich papierami, lubicie je?


 W ramach mojej pierwszej inspiracji zrobiłam bardzo różową, słodką jak landrynka kartkę dla babci :) Ponieważ przejadły mi się już zwykłe, kwadratowe i prostokątne kartki, zdecydowałam że tym razem poszaleję z wykrojnikami. Podoba się Wam taka forma? Ja chyba się w niej zakochałam i zdecydowanie muszę robić takie kartki częściej!





 I na koniec- czego użyłam.
Tym razem wszystkie papiery pochodziły z kolekcji Piątku, głównie Słodko- Kwaśny i Babski Wieczór, ale wykorzystałam też ścinki z kolekcji Uśmiech Proszę. Początkowo nieco bałam się połączenia różu z szarością, bo moja rodzina z jakiegoś dziwnego powodu ma awersję do kolorów "smutnych", ale w końcu się przełamałam i wyszło właśnie tak :)
Dziękuję serdecznie za wszystkie Wasze komentarze, bardzo się cieszę że zostawiacie po sobie ślad :)




porady

Week 19 i projektowy plan

17:48

Nie ukrywam że sesja mnie goni, ale tygodnie mijają i PL sam się nie zrobi :) Wreszcie wpadłam w rytm, który pozwala mi być na bieżąco ze wszystkim! Jedyne co jeszcze kuleje to publikacje w Kanciapie, bo o ile zrobić rozkładówkę mogę nawet o trzeciej w nocy, o tyle zdjęć już przecież wtedy nie zrobię... Jeśli jesteście ciekawi w jaki sposób gonię swój Project, zapraszam na koniec posta- a tymczasem- tydzień 19.


Tydzień 19 to wciąż październik. Wciąż było na tyle ciepło żeby siedzieć w przerwach na dworze (co prawda z ciepłą kawą i w bluzie, ale temperatura nie spadała poniżej 14 stopni) co oczywiście wykorzystywałyśmy podczas okienek. Pierwszy raz zabrałam też aparat na uczelnię, raczej pod kątem próby łapania oznak jesieni, ale skończyło się na zdjęciach portretowych.




Po wizycie w Warszawie miałam do dyspozycji mnóstwo muliny, czas i nowiusieńką bawełnianą torbę tylko czekającą na ozdobienie. Jak się domyślacie większość czasu spędziłam wtedy na wyszywaniu- sama zdziwiłam się wtedy jak wiele sprawiło mi to radości!
Poza tym, ten tydzień to także przygotowania do wyjazdu do Poznania. Planowałam pojechać tam w jednym z moich strojów, niestety (jak się później okazało) uniemożliwiła mi to awaria maszyny do szycia. Do dziś żałuję że nie udało mi się wtedy skończyć cosplayu :(


No i krótki plan, w jaki sposób w ogóle radzę sobie z Projektem- to na prawdę nie jest takie straszne jak mogłoby się wydawać!

Bieżący tydzień
1. Staram się w ciągu tygodnia zrobić od pięciu, do ośmiu dobrych zdjęć. Jeśli dużo się działo i tych "idealnych" fotek jest w granicach dziesięciu- czternastu, przygotowuję podwójną rozkładówkę :)

Podsumowanie
2. W każdą niedzielę przychodzi czas na podsumowanie tygodnia- to właśnie wtedy rozrysowuję sobie plan danego tygodnia w dużym zeszycie, decyduję o tym które zdjęcia zostaną wywołane w jakim formacie i jeśli ich brakuje, mam szansę na zrobienie jeszcze paru fotek. To właśnie w niedzielę najczęściej mam czas na wyjście w plener i dokładne rozplanowanie zdjęć.
- Ponieważ mam spore opóźnienie między planowaniem a wywołaniem zdjęć- dodatkowo pod każdym rozrysowanym planem zamieszczam streszczenie danego tygodnia, taki "jurnaling na brudno".  Takie notatki na prawdę bardzo pomagają później przy tworzeniu wpisu.

Zbieranie zdjęć
3. Ponieważ nie mam drukarki (a także mam hopla na punkcie jakości wydruku), wywołuję zdjęcia. Jeśli obserwujecie mojego bloga, pewnie wiecie jak wiele czasu poświęciłam na użeranie się ze sposobem wywoływania zdjęć- dzisiaj już nabrałam takiej wprawy, że sama przygotowuję zdjęcia idealnie w taki sposób jak potrzebuję.
Nie wywołuję też zdjęć co tydzień- po pierwsze przez zbyt wysokie koszty takiego zamówienia (na przykład empik foto dolicza sobie 5zł za otwarcie zamówienia poniżej 15zł), a po drugie staram się szanować swój czas i nie biegać po odbiór co tydzień. Dlatego najczęściej zbieram około 30 zdjęć zanim je zamówię- to okres od trzech do pięciu tygodni i to naturalny poślizg w moim Projekcie.

Tworzenie rozkładówki
4. To zdecydowanie najprzyjemniejszy etap- to właśnie wtedy kleję, docinam zdjęcia i uzupełniam kieszonki. W tym momencie pomaga wcześniejszy rozrysowany plan- wiem gdzie ma być konkretne zdjęcie, gdzie może poszaleć moja inwencja twórcza, a także co wpisać w jurnaling. Wiadomo że po pięciu tygodniach nie wszystko będzie się pamiętać :)

Fotografowanie pracy
5. Dla mnie moment najbardziej uciążliwy, szczególnie zimą. Żeby uniknąć refleksów z plastikowych koszulek, najlepiej najpierw je wyjąć i ułożyć na folii- także te które sąsiadują z nimi tyłem :) Zwykle muszę długo czekać na dobre światło, a ponieważ wracam do domu późno- ten moment nadchodzi zwykle weekendami.
Dlatego mimo że obecnie pracuję już nad 27 tygodniem (a plany rozrysowane są do bieżącego, więc 33 tygodnia) dziś widzicie dopiero tydzień 19. To spory poślizg, prawda? :)

A jak Wy radzicie sobie z tego typu problemami? Mam nadzieję że tworzenie projektu nie będzie już dla Was takie straszne, to w końcu wspaniała zabawa i jeszcze lepsza pamiątka :)

8 random facts about me

14:58

Cześć! Dawno nie było takiego nieco bardziej niescrapowego przerywnika więc wyjątkowo opowiem Wam coś o sobie. Pomysł przechwyciłam od Kasi z Worqshop (matko, chyba znalazłam kolejne guru)- tu możecie sobie poczytać jej posta- KLIK!. A teraz zabieramy się za mnie :)



1. Mimo że mój nick to Kurdupel, w rzeczywistości wcale nie jestem niska
Okej, wysoka też nie jestem- liczę sobie 167cm, czyli zdecydowanie jestem przeciętniakiem.  Kurduplem zostałam w gimnazjum, kiedy natura jeszcze nie zdążyła mnie tak hojnie obdarzyć wzrostem.

2. W sumie mam 3 różne nicki
Staram się nie łączyć swoich pasji z życiem zawodowo- prywatnym. Spowodowane jest to po pierwsze próbą oddzielenia różnego rodzaju zajęć od siebie, a po drugie jako przyszły prawnik muszę jednak prezentować jakąś dozę powagi (której niestety mocno mi brakuje kiedy na przykład paraduję w zbroi po konwencie). W sieci można mnie znaleźć pod nickami Black Tenshi, Grey i Kurdupel :)

3. Mam koszmarnego pecha do elektroniki
Mimo że bardzo dbam o swój sprzęt, staram się nie wybierać rzeczy które łatwo się psują i tak nigdy nie mogę trafić na tyle dobrze, żeby coś nie zepsuło się max 2 miesiące od daty zakupu. Natomiast wystarczy że ktoś coś dla mnie kupi lub dostanę elektronikę w prezencie- z jakiegoś powodu czas się jej nie ima.

4. Nienawidzę cynamonu
Z jakiegoś powodu, od dziecka nie znoszę smaku ani zapachu cynamonu. W ogóle nie jest dla mnie słodki, a jego nutę potrafię znaleźć nawet w herbacie. Po prostu go nie znoszę! Co ciekawe, kiedyś w cukierni dostałam wielką cynamonkę gratis do zakupów- nie wiedziałam czym jest ta dziwna buła i zjadłam ją bez gadania. Co więcej, bardzo mi smakowała :) Do dzisiaj omijam cynamon bardzo szerokim łukiem, ale głównym punktem programu w owej cukierni jest cynamonka.

5. Mam fioła na punkcie Japonii
Jedni kochają Londyn, inni Nowy York, Madryd, a ja... zakochałam się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Uwielbiam sushi (wróć, japońską kuchnię w ogóle!), japońską popkulturę, anime, mangę, yukaty, historię, książki (pisane przez Japończyków jak i o Japonii), ogrody, zupki chińskie (które zostały wymyślone przez Japończyka), Tokio, zestawienie tradycji z hiper nowoczesnością, ba, marzę żeby kiedyś przejechać sie Shinkansen'em! Wiem że dla obcokrajowca zamieszkanie w Japonii jest niemożliwe ze względu na rejestr rodowy, ale god damm it! Przynajmniej tam kiedyś pojadę!

6. Mój brat to moje kompletne przeciwieństwo 
Wszyscy mi mówią, że jako rodzeństwo jesteśmy dość wyjątkowi- w gruncie rzeczy się nie kłócimy, nie wchodzimy sobie w drogę, nie mamy jakiś większych zwad. Natomiast pod każdym względem jesteśmy różni- jeśli jedno odziedziczyło cechę po mamie, drugie na pewno będzie ją miało po ojcu. Ja jestem niezła z przedmiotów humanistycznych i artystycznych- on z przedmiotów ścisłych, z zerowym talentem plastycznym. Ja z kolei jestem straszną łamagą, nie mam formy, a sport to mój największy wróg- brat z kolei wygrywał mistrzostwa w szermierce, a refleksem pobijał starszych przeciwników. Można powiedzieć że pod wieloma względami jesteśmy jak ogień i woda :)

7. Dbanie o siebie? Nie mam na to czasu!
Jedną z moich wad jest zdecydowanie za małe przywiązywanie uwagi do tego jak wyglądam. Zresztą, nie tylko ja! Choćbym nie wiem jak chciała, w życiu nie przypomnę sobie co miała na sobie znajoma, dlaczego miała tak epickie szpilki, albo która miała ładniejszą sukienkę. Po prostu chyba nie rejestruję takich rzeczy, chociaż w rozmowie staram się nie dawać tego po sobie poznać. Dla mnie termin "kobiecość" to określenie na taką panią, od której nie śmierdzi (także zbyt dużą ilością perfum!), miała wszystkie elementy garderoby na sobie i nie chodziła na wysokich obcasach jak nowo narodzona żyrafa. A to jak wyglądały jej paznokcie czy sukienka... Boże, kto by się tym przejmował!

8. Hände hoch !- czemu nie?
Mam bardzo dziwny nawyk, który bawi nawet mnie- bardzo często trzymam ręce na głowie. Naturalnie nie robię tego w miejscach publicznych, ale podczas rozmów na skypie nie zdarzyło i się jeszcze nie trzymać ramion co najmniej na wysokości karku. Sypiam też w pozycji "poddaję się!" i notorycznie podczas drzemek kładę innym ręce na twarzy. Wyobraźcie sobie że wasz rozmówca nagle kładzie sobie łokieć na czubku głowy i wciąż z Wami rozmawia, jakby nawet nie zauważył że robi coś takiego- mniej więcej tak to właśnie wygląda :D

Macie jakieś dziwne fakty o sobie? :) Podzielcie się nimi, czekam na Wasze linki! :)

album

We

14:19

Widmo sesji powoli zatruwa mi życie do pary z koszmarną ilością zaliczeń, ale czasem udaje mi się wykroić godzinkę albo dwie żeby coś skleić. Niestety nie mam wtedy takiej weny żeby tworzyć od zera, dlatego wspomogłam się nieco mapką przygotowaną przez ScrapMap :)







Z czego korzystałam- szary papier na spodzie pochodzi z Piątku13 (Szeroki uśmiech), jest tu trochę ścinków z Sody (Flower Power), UHK (Pastel) plus dodatki z Primy (kolekcja Coffie Break). Kartę z przepisem na przyjaciela przejęłam z kart do PL, ta konkretnie jest od Becky Higgins z mini kitu Dear Lizzy Daydreamer :) Na koniec pomaziałam trochę gessem, ochlapałam mgiełkami plus SPLASHem który chyba już na stałe zadomowił się na moich pracach i gotowe :)
Jeśli mapka się Wam podoba, klikamy niżej i się inspirujemy! A tymczasem do zobaczenia, trzymajcie za mnie kciuki podczas sesji ;)

http://scrap-map.blogspot.com/2015/01/scrapmap-56.html

kartki

Z zaproszenia do Art Piaskownicy

20:27

Witajcie :D Być może już wiecie (lub nie) ale zaszczyt mnie kopnął i wyjątkowo inspirowałam do mapki w Art Piaskownicy. Początkowo wena chyba strzeliła focha, ale kiedy w końcu wróciła to na całego :) I tak powstała kartka:




Jak widzicie, już kompletnie przeprosiłam się z mediami. Tym razem było to zaakcentowane na mapce, ale gesso i tusze to już mój pomysł. Dodatkowo potraktowałam tekturkę z ważką chalkami, dużą ilością brokatu, splashem i białym gesso. Chciałam żeby kartka delikatnie lśniła, więc tym razem zamiast brokatu w kleju wybrałam jednak sypki brokat.




album

Do SODY, hej pasterze

14:18

Z racji Święta Trzech króli, tytuł jeszcze kolędowy, ale praca zdecydowanie nieświąteczna :) Wczoraj skusiłam się na mapkę od SODAlicious, pierwszą zresztą w mojej karierze (na prawdę nie wiem czemu wcześniej z nimi nie chlapałam, mega przyjemnie mi się pracowało).
Wyciągnęłam papierki, media białe w ilości dwa, boską fotę z września i oto co mi wyszło:






Jak widać praca bez wodotrysków, ale już awansowała na jedną z moich ulubionych :) Stworzona w całości na elementach sodowych (okej, tekturka jest wycinanki!), obmalowana gesso, zachlapana SPLASHem. Standardowo, jeśli komuś mapka się podoba, klikamy poniżej, dziewczyny przygotowały super inspiracje ;)

http://sodaliciousshop.blogspot.com/2015/01/sodasketch-13.html

Instagram


Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images