planner

Koniec sesji

18:17

I... wróciłam! Ledwo wpadłam do domu, a już rzuciłam się do nożyczek. Przyznaję się bez bicia, że ciężko mi było wytrzymać cały miesiąc bez scrapowego szaleństwa i nareszcie mogłam się wyżyć. Tym niemniej raczej nie będzie mnie tu zbyt często- zbliża się impreza w Katowicach, a zbroja wciąż nie gotowa ;) Swoją drogą, chcielibyście kiedyś zobaczyć efekty takich prac? Dajcie znać w komentarzach!
A tymczasem kolejna zmiana w Plannerze- ponieważ poprzednia zakładka jednak się nie sprawdziła (zapomniałam o jakiejś wystającej części za którą mogłabym złapać przy otwarciu kalendarza), stwierdziłam że zrobię jeszcze jedną.



Jak na zakładkę wyszła dość gruba, ale w końcu spełnia swoje zadanie :) Kiedyś widziałam kursik dotyczący takich ozdobnych brzegów z wykrojnika i koniecznie musiałam spróbować.
Czego użyłam do sklejenia tej strony: jeśli chodzi o papiery, to jest to głównie Studio Callico, kolekcja Printshop. Różowa baza zakładki to natomiast Sodalicious, Flower Power (uwielbiam tę kolekcję, zużyłam już chyba ze trzy pełne zestawy ;D). Alfabet to oczywiście Prima, a rubonsy to American Craft.



Druga strona już zdecydowanie delikatniejsza, ale papiery wciąż z tych samych kolekcji. Zdecydowałam że do aktualnych list przyda się coś bezpośrednio przy odnośniku, a do mini notatek zawsze przyda się miejsce. Stąd po tej stronie papierowa kieszonka, wyjątkowo babska i delikatna, ale do rysowania schematu nagolenników zdecydowanie nada się lepiej niż zeszyt do nauki ;)
I to tyle z mojej strony, do zobaczenia wkrótce :)

PS. Pracę zgłaszam na wyzwanie do Project Plannera- bo w sumie dlaczego nie ;)

http://projektplanner.blogspot.com/2015/02/wyzwanie-1.html

kartki

Walentynka

14:00

Cześć! Mam nadzieję że wybaczycie mi długą nieobecność, ale już wkrótce wracam na całego ;)
Na prośbę znajomego zrobiłam ostatnio nieco mniej delikatną walentynkę. Pierwotnie miała być fioletowa, ale wiadomo jak to jest, kiedy papiery stoją w opozycji do założeń- i tak z fioletowej zrobiła się raczej w odcieniach fuksji.


Przede wszystkim nie chciałam by kartka była zbyt eteryczna i delikatna, a jednocześnie musiała być kobieca. No i masz, Kurduplu, placek. W końcu postawiłam na połączenie mocnego fioletu z równie mocnym różem, przełamanym bielą. Powiedzcie, udało się? ;)





Do zobaczenia niedługo ;)

SMASH

Zapomniane

20:10

Od jakiegoś czasu robię porządek w zdjęciach i przypomniałam sobie o projekcie który kompletnie wyleciał mi z głowy. Pamiętacie SMASHa? Tak, trochę mam w nim do pokazania i pewnie niedługo skończę go fotografować, ale na razie mam dla Was majowy wpis który kompletnie mi się zawieruszył :)




To był totalnie chillowy, słodki tydzień, z farbowaniem końcówek na niebiesko i bieganiem po mieście z aparatem :D Mogłoby już się zrobić cieplej, prawda?


Marzą mi się już dłuższe cieplejsze dni :)

planner

Czasowy organizator

15:35

Wybaczcie że tak u mnie cichutko, ale studia (jak co semestr) nie dają mi żyć. Wczoraj miałam totalny dzień leniucha, ale dzisiaj już niestety muszę zabrać się do roboty, więc będzie króciutko i na temat.
Widzieliście już nowe wyzwanie w diabelskim Młynie? Wystarczy pokazać w jaki sposób prowadzicie swój kalendarz :) Dla mnie to było totalnie genialne wyzwanie, a ponieważ nie mogłam się zdecydować którą stronę zgłosić, machnęłam po prostu fotki dotychczasowych. A nuż kogoś zainspiruję do własnego twórczego prowadzenia plannera.





Jak widzicie wkradła mi się do plannera odrobinka sarkazmu, ale widząc stempelek "#sohappy" jakoś nie mogłam się powstrzymać. W końcu każdy student jest przeszczęśliwy, wiedząc że czeka go niesamowita frajda pisania egzaminów dzień w dzień, biegania po zaliczenia i oczywiście gwóźdź programu, czyli zarywanie nocek żeby nadążyć z wbijaniem na pamięć czterech podręczników. Ech... Dobrze że są jeszcze poprawki, bo załamałabym się że sesja już się skończyła ;)



Tu już sama sesja, z wielbieniem napoju ludu uczącego się (O kawie mówię, kawie! Procenty na czas sesji należy odstawić, bo jeszcze się biedne komórki mózgowe przeciążą). Jest trochę bardziej kolorowo, coby nie dostać depresji od samego widoku kartek ;)



A tu już mój ostatni tydzień. Znając życie pewnie jeszcze coś tu dodam, ale na razie niech zostanie jak jest. Żeby łatwiej robiło mi się zdjęcia, wyjątkowo odpięłam moją nową zakładkę, ale jeśli jesteście ciekawi jak wygląda, zapraszam TUTAJ- w poście jest też parę słów o samym Project Plannerze, więc jeśli jesteście nim zainteresowani, to serdecznie zapraszam.
Jeśli chcecie się dowiedzieć w ogóle czegoś więcej o wyzwaniu Diabelskiego Młyna, standardowo klikamy w banerek poniżej :)trzymajcie się ciepło i do zobaczenia wkrótce!

http://diabelskimlyn.blogspot.ie/2015/02/diabelskie-wyzwanie-z-projektplanner.html

inspiracja

Delikatnie

14:40

Sezon ślubny zdecydowanie jest już za nami, a nowy nie zacznie się jeszcze przez kilka miesięcy. Tym niemniej, poczyniłam dla Piątku kartkę, która do ślubnych nawiązuje w sumie dość mocno :)





Do jej stworzenia wykorzystałam głównie kolekcję Magiczne Chwile Piątku 13, napis na kartce również pochodzi z tej kolekcji :) Do tego dodałam parę kryształków od Scrapberrys, kwiatki i wstążeczkę vintage. Mam nadzieję że kartka już niedługo do kogoś powędruje.


planner

Planner- wstępna recenzja

17:30

Więc uwaga... Dostałam planner! Do tej pory korzystałam z wielu różnych kalendarzy (ostatnimi czasy wróciłam do szkolnych, w sumie nie wiem do końca czemu, ale chyba było mi z nimi wygodniej). Niestety w tym roku kalendarze, które przyjechały do Empiku były tak złej jakości, że mimo wydanych 30zł, mój nie przetrwał nawet tych trzech miesięcy. I tak, co prawda dopiero pod koniec stycznia (ale jednak) na moim biurku zagościł Projekt Planner.


Teraz będą dwa słowa recenzji, więc dla osób którym nie chce się czytać, zapraszam niżej ;) 

Najpierw zalety:
Planner jest wykonany na prawdę porządnie i estetycznie. Okładka jest szyta, wykonana z miękkiego, skórzanego lub skóropodobnego materiału (tutaj się nie wypowiadam, bo się nie znam, ale gwarantuję że nie jest to jakiś skaj z dolnej półki, który podrze się nam po miesiącu używania). Planner zapinany jest na magnes, dość mocny, nie ma mowy że Wam się otworzy nieproszony.
Druga zaleta- producent zdecydowanie nie oszczędzał na wkładzie w środku. Planner jest na prawdę gruby, wyposażony w mnóstwo miejsca do pisania, dosłownie każdy znajdzie tam jakieś miejsce dla siebie :) Ja, będąc studentką, raczej nie mam szans wykorzystać całego jego potencjału (no na pewno nie przyda mi się zestawienie kilometrów), więc od razu powypinałam niepotrzebne strony.
I tutaj mamy trzecią zaletę- cały planner spięty jest na 6 kołach, jak segregator. Ogromny plus, szczególnie dla scraperek, bo zawsze coś tam może wpiąć, wypiąć, dołożyć albo poukładać po swojemu. Ja już nie mogę się doczekać wykorzystania tej możliwości :)


Kolejny plus, to ogrom miejsca na samej okładce. Mamy miejsce na pisak/ długopis (i tu ból z mojej strony, bo nie mieści mi się mój ukochany pisak smashowy), z przodu okładki mamy mnóstwo kieszonek na dodatki, które ja wciąż kompletuję, a z tyłu miejsce na notes. I uwaga: notes tam jest! Ja swój chwilowo wyciągnęłam, bo zamierzam go gruntownie przerobić, ale zdecydowanie tam powróci.


O tym już mówiłam, ale powtórzę: wszystko jest szyte :) Nie mamy chyba w ogóle elementów klejonych, wszystko jest doskonale wykończone. Okładka jest na prawdę fajna i posłuży nam przez wiele miesięcy :)
Jeszcze jeden drobiazg: kartki w środku fajnie reagują na tusz. Nie robiłam tutaj testu wytrzymałości, ale mojego starego dobrego Stazona wytrzymuje bez problemu- jeśli więc macie ochotę postemplować swoje plany, to nie widzę najmniejszego problemu :) 

Ale żeby nie było za słodko, planner ma również swoje wady.
Po pierwsze, spodziewałam się produktu bardziej ukierunkowanego na scrapbooking. Nie oczekujcie tego po nim, to najnormalniejszy w świecie kalendarz z milionem przekładek. Ma połacie miejsca, które można wykorzystać, ale zapomnijcie o kolorowych, oryginalnych przekładkach, bo wszystkie kolory we wkładzie kończą się na RGB.
Pierwsze wrażenie też (przynajmniej w moim przypadku) nie było najlepsze. O ile okładce daję 10 na 10 gwiazdek, o tyle w środku mamy pewne małe niedoskonałości. W moim egzemplarzu połowa wyróżnionych na czerwono elementów jest rozmyta. Mam nadzieję że to wada tylko u mnie :)
No i wada ostatnia, bo bardzo zależna od osobistych możliwości: cena. Miałam w życiu mnóstwo kalendarzy, ale ten jest z nich najdroższy. Nawet kupując go pod koniec stycznia, na wyprzedaży, zapłaciłam 100zł. Wg mnie to sporo, jak na produkt de facto nie wyglądający na dedykowany do scrapbookingu. Czas pokaże, czy faktycznie było warto ;)

Uwaga! Kurdupel skończył jojoczyć :)
Pora pokazać co można z plannerem zrobić :)


Ja z okazji pierwszego Plannerowego wyzwania zrobiłam sobie małą okładkę :) Ponieważ głównie używam turkusów i różu do oznaczania stron, przekładka też jest w tych odcieniach. Użyłam kosteczek dystansujących, ale nie sądzę żeby to zaszkodziło ani plannerowi, ani samej zakładce :)




Z tyłu zrobiłam malutką kieszonkę za pomocą kalki :) Być może niedługo trafią tam kolejne notatki lub kilka zdjęć, jeszcze nie wiem.
Zakładkę zgłaszam do wyzwania :) Jeśli chcecie dowiedzieć się o plannerach czegoś więcej, albo jesteście zainteresowani zakupem, zapraszam TUTAJ. A jeśli macie już własny planner i nie słyszeliście o wyzwaniu, to standardowo klikamy w banerek poniżej :) Dziewczyny z DT wyczyniają istne cuda, na prawdę warto do nich zajrzeć!

http://projektplanner.blogspot.com/2015/02/wyzwanie-1.html

inspiracja

Na walentynki

19:34

Cześć wszystkim :)
Czy wiecie jak w Japonii obchodzi się walentynki? Kobietki takie jak my w ramach wyznania miłości (lub z obowiązku, kiedy na przykład komuś wisimy przysługę) na kilka dni przed walentynkami robią czekoladki. Można też je oczywiście kupić, wszędzie są kolorowe wystawy, a ulice tętnią kolorami. Walentynki na drugim końcu świata to festiwal czekolady :)
Zanim jeszcze poznałam scrapbooking, zainspirowana tą tradycją, sama zaczęłam z okazji walentynek robić praliny. Od tamtego czasu minęło już parę lat, ale wciąż co roku je robię! Nie tylko dla mojego chłopaka, także dla przyjaciół i ludzi którym "wiszę przysługę" ;)



 Dzisiaj poza czekoladkami nie wyobrażam sobie nie dać Lubemu kartki, czy jakiegoś drobiazgu. Mój prezent w tym roku będzie jeszcze bardziej robiony własnoręcznie, bo nauczyłam się robić genialnie proste pudełka. Podobają się Wam?



 W ramach inspiracji dla Piątku 13 zrobiłam moje pudełeczka w dwóch wersjach kolorystycznych- dla Niej i dla Niego. Oba pobieliłam gesso i do każdego dołożyłam malutki tag spełniający dwie funkcje: po pierwsze mogę napisać na nim imię obdarowanego, a po drugie spina mi pudełeczko. Dzięki temu nie będę musiała już kleić góry, a czekoladki i tak będą miały utrudnioną drogę ucieczki.


Jak tam Wasze walentynkowe przygotowania? Ja już nie mogę się doczekać tego dnia :)

Instagram


Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images