Wstep do SMASHa
12:34
Jeszcze na Boże Narodzenie dostałam w prezencie mini album SMASH. Przyznam że początkowo byłam średnio pozytywnie nastawiona do zabawy z notesem w cenie dobrej książki z twardą okładką, ale akurat swój pierwszy notes (jak już wspomniałam) dostałam :) Przeleżał u mnie trochę zanim się za niego zabrałam- mój pierwszy SMASH to mini album 3D, same się więc pewnie domyślacie jak ciężko było wymyślić coby tu z nim zrobić... I wreszcie znalazł swoje powołanie w przechowywaniu zdjęć z ostatniego wyjazdu do Katowic ;) A ponieważ jeszcze w ogóle nie próbowałam się bawić z takimi rzeczami- to album poleci na wyzwanie do Scrapin.
Myślę że nawet przygotuję wpis na temat SMASH'a i ogółem tego czym to cudo jest i jak to ugryźć. Tak jak mówiłam- nigdy wcześniej nie ciągnęło mnie do rzeczy tego typu, ale patrząc na wpisy wielu blogerek jakoś zaczęły mnie interesować rzeczy typu Project Life czy SMASH. Same musicie przyznać, że jest to bardzo podobny produkt :)
Prace nad albumem szły mi wyjątkowo szybko- tym razem absolutnie nie szłam na żywioł, każda strona była przemyślana już na etapie wywoływania zdjęć (kolejna nowa rzecz, zwykle po prostu siadam i nagle wychodzi mi scrap), więc samo złożenie go do kupy już nie zajęło dużo czasu. Jak widać większość zdjęć jest oprawiona bardzo kolorowo, bo i sama impreza była energetyczna.
Chyba nie mogłam prosić o lepszy prezent. Album zresztą prawie się nie domyka x) SMASH to fajne miejsce do przechowywania nie tylko samych zdjęć, ale przede wszystkim ogromnej ilości bibelotów które niosą duży bagaż emocjonalny. Oczywiście możemy to zbierać również w każdym innym miejscu, ale forma albumu z zapiskami zdecydowanie podbiła moje serce.
No i na koniec zapraszam do udziału w wyzwaniu :) Jak zawsze klikamy w banerek poniżej, jest jeszcze dużo czasu żeby spróbować swoich sił. Jak zinterpretowałam cytat? Hm... Pierwszy raz w życiu zrobiłam tak przemyślaną pracę x) Od zakupów, przez wywołanie konkretnych zdjęć, aż po końcowe "doszlifowanie całości". Do tej pory ciarki mnie przechodzą jak pomyślę ileż to energii zużyło! Ale sama muszę przyznać, że efekt był tego warty (choćby dla samej zabawy!) ;)